http://genkinahito.files.wordpress.com/2012/06/2-days-in-new-york-poster.jpg
Kochamy Julie Delpy za jej dziewczęcy
urok, figlarne spojrzenie i neurotyczny słowotok, w który wpadają
bohaterki przez nią grane. „Przed wschodem słońca” i „Przed
zachodem słońca” (w drugim filmie Delpy nie tylko grała, ale
również współtworzyła scenariusz!) należą do moich ulubionych
filmów – mimo że są ckliwe, to są tak romantycznie szczere, że
nie potrafię nie oglądać ich przez okres dłuższy niż pół
roku. Wcześniej widzieliśmy ją m.in. w „Trzech kolorach”
Kieślowskiego. Wydawałoby się, że kariera Julie będzie kwitnąca,
zwłaszcza po tym jak już zakończyła przedsięwzięcia w stylu
epizodycznej roli w „Ostrym dyżurze”.
A tu klops.
http://collider.com/wp-content/uploads/Julie-Delpy-2-Days-in-New-York-image-1.jpg
„2 dni w Paryżu” były naprawdę
udane. Delpy napisał scenariusz, wyreżyserowała, zagrała główną
rolę i wybrała świetną muzykę. Film był dobry, bo przede
wszystkim był świeży. „Inne” poczucie humoru, „inne”
ujęcie niektórych spraw (damsko-męskich, amerykańsko –
francuskich etc.), „inna” tematyka. Film jakiego nie było!
Komedia, ale gorzko-ironiczna. Dzieło na pograniczu kina
europejskiego i amerykańskiego. Cud, miód, malina.
Po debiucie reżyserskim przyszedł
czas na kolejny film, który nie broni się już tak dobrze, jak
poprzednik. „2 dni w Nowym Jorku” można byłoby określić
jednym zdaniem: Delpy miała na stworzenie filmu 3 miesiące,
miesiące bez weny twórczej, a z podpisanymi już kontraktami. Film
nie bawi (przynajmniej mnie), ponieważ dialogi (na pozór śmieszne)
są sztampowe. Brak polotu widzimy w najprostszych scenach. Film się
dłuży i męczy. Przytłacza nudą, przewidywalnością i (o
zgrozo!) również pretensjonalnością – motyw „duszy”.
Fabuła (o której zaraz w skrócie
napiszę) nie jest zła, ale film jako całość jest miałki i
wybrakowany. Pragnę jeszcze dodać, że boli mnie ten film w głębi
duszy - w sposób niewyobrażalny. Uwielbiam Delpy jako aktorkę,
jako scenarzystkę, jako reżyserkę. „2 dni w Paryżu” znam
niemalże na pamięć. Tym samym zawód jaki mnie spotkał w kinie
jest nie do opisania. Może to wypalenie zawodowe Delpy? Tylko po co
robić film, jeżeli nie mamy na niego pomysłu?
http://www.aceshowbiz.com/images/still/two-days-in-new-york01.jpg
Fabuła:
Marion (główna bohaterka z „2 dni w
Paryżu”) rozstała się ze swoim poprzednim partnerem Jackiem,
jednak owocem ich długoletniego związku jest syn, którym Marion
się zajmuje. Jednak nie wychowuje dziecka samotnie. Oczywiście
miejsce Jacka zastąpił nowy mężczyzna, tym razem czarnoskóry
Mingusem. Ona jest nadal jest fotografem, on znanym prezenterem
radiowym. Ona się denerwuje zbliżającą się wystawą własnych
zdjęć (gdzie notabene ma sprzedać także własną duszę), on
wariuje przez jej rodzinę, która koniecznie musiała przyjechać na
nadchodzący wernisaż. Do tego należy dodać postać Manu (obecnego
partnera siostry Marion, a swego czasu chłopaka samej Marion),
palenie marihuany przez nieznających się „na rzeczy” francuzów,
nimfomańskie zapędy siostry Marion i standardowe (nieco
przerysowane) napady neurozy głównej bohaterki. Wszystko okraszone
słabymi dialogami, żenującym humorem i na szczęście cudownym
ojcem Marion (ale także w życiu prywatnym Delpy). Chyba tylko
postać grana przez Alberta Delpy minimalnie ratuje film – na tyle,
że widz mimo wszystko zostaje w kinie aż do napisów końcowych.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhAhilF-D5y79gw0wMWYehmFajLKHUJMiehgtqkNat4UesKqxgoNqVQef-2rcpICVL2DDM5qPylrmKFhyphenhyphenyKYeu8suWGVchTe_ooGYZOPIXq6izG9hpeptYH9RyM6niukFn2Mn0K5PExXNg/s1600/2+Days+in+New+York+Movie+Stills+%287%29.jpg
Panna Anna
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz